Zawisza notuje kolejną wyjazdową porażkę, tym razem musimy uznać wyższość łódzkiego SMS-u. Trafienia zanotowali Michał Abramczyk i Arek Benduski.

26 kolejka Klasy okręgowej wyłoniła zwycięzcę tego sezonu. Po zwycięstwie nad zespołem z Rosanowa mistrzem została Andrespolia Wiśniowa Góra. Przy naszej bardzo nierównej grze zwycięstwo w lidze zespołu z Wiśniowej Góry było już niemal pewne kilka kolejek wstecz, jednak dopiero teraz postawiona została kropka nad "i". Jednocześnie to właśnie ten zespół w przyszłym roku spróbuje swoich sił w IV lidze.

Przechodząc do opisu meczu to nasza gra na obcych boiskach mocno ostatnio szwankowała. Co ciekawe ostatnie wyjazdowe zwycięstwo Zawisza odniósł właśnie z tegorocznym zwycięzcą ligi, a było to jeszcze w kwietniu. W kolejnych trzech spotkaniach rozgrywanych jako gość nie udało nam się przywieźć nawet 1-ego punktu. A wydawać się mogło, że akurat zespół SMS-u będzie dobrym do przełamania i poprawienia liczby zebranych do tej pory punktów. Młodzi zawodnicy łódzkiej drużyny to ligowy średniak, który jednak w ostatnich 4 spotkaniach nie zaznał porażki.

Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem i początkowo żaden z zespołów nie forsował zbyt mocno tempa. Na pewno dużą rolę odgrywało mocno świecące tego dnia słońce. Gra Zawiszy była niezbyt szybka, ale też dobrze ułożona. Nasz zespół starał się utrzymywać przy piłce, często przegrywając piłkę przez stoperów drużyny. Na pierwszą sytuację musieliśmy czekać do 10 minuty meczu kiedy to strzał Patryka Przybylskiego pewnie broni bramkarz gospodarzy. Kolejna sytuacja przyniosła już prowadzenie naszej drużynie. Błąd tym razem popełnił golkiper gości, którego z łatwością minął Michał Abramczyk, a następnie skierował piłkę do pustej bramki. Po zdobyciu gola Zawisza nie ustępował w kolejnych atakach, przy jednej z akcji dobry skutek przyniósł wysoki pressing i odbiór piłki przez Bartka Bronkę kilka metrów od pola karnego łodzian. Niestety wykończenie akcji było już dużo gorsze, gdyż strzał Bronki poszybował wysoko nad bramką. W 25 minucie nieoczekiwanie SMS doprowadza do remisu po skutecznie wykonanym rzucie karnym, podyktowanym za faul Rafała Kujawskiego. Dalsze minuty nie przyniosły aż tak bardzo dogodnych sytuacji, choć przy odrobinie szczęścia i większej precyzji mogliśmy pokusić się o strzelenie drugiego gola. W zasadzie były ku temu dwie okazje. Najpierw po dobrym dośrodkowaniu piłka przeleciała wzdłuż bramki gospodarzy, jednak żaden z naszych zawodników nie znalazł się w jej zasięgu. Drugą okazję stworzyliśmy po szybkiej i dobrej kontrze, tym razem skończyło się tylko na rzucie rożnym. Opis tej połowy wskazuje na dużo lepszą grę Zawiszy niż jego rywala i faktycznie takie można było odnieść wrażenie. Tempo gry nie było najszybsze, akcji nie było zbyt wiele, ale akurat całokształt wskazywał, że mieliśmy jakiś pomysł na granie przy tak mocno świecącym słońcu. Specjalnie nie forsowaliśmy tempa, budując akcje od obrońców, nie pozwalając sobie jednocześnie na głupie straty. A jeżeli już takie się zdarzyły to dobrym ustawieniem szybko odbieraliśmy piłkę gospodarzom.

Druga połowa zaczęła się od zdecydowanej przewagi naszego zespołu. Znamienne były okrzyki trenera SMS-u, który po kliku minutach drugiej połowy przypomniał swoim zawodnikom, że ta odsłona gry już dawno się rozpoczęła. W pierwszej części tej połowy zanotowaliśmy trzy szanse Patryka Przybylskiego. Jedną po rzucie wolnym, a dwie kolejne po strzałach z dystansu. Oglądając poprzednie pojedynki była to też w pewnym sensie nowość bo Zawisza w tym meczu bardzo często próbował strzałów z dalszej odległości. Niestety tym razem z bardzo mizernym skutkiem. I nagle wydarzyło się coś co ciężko było od razu wytłumaczyć. Nasi zawodnicy przespali kilka kolejnych minut, które okazały się zabójcze w końcowym rozrachunku. Najpierw ręką przed polem karnym zagrał Piotrek Grzejdziak, a rzut wolny bezpośrednim strzałem wykończył jeden z zawodników SMS-u. Nie minęło kilka minut, a przegrywaliśmy już dwoma bramkami. Tym razem dużą bezradnością wykazali się nasi obrońcy, którzy nie potrafili skutecznie przerwać akcji napastnikowi gospodarzy, a ten po rykoszecie umieścił piłkę w siatce naszej bramki. Doprawdy ciężko tu o jakieś sensowne wyjaśnienie naszych poczynań. W pierwszej połowie nie pozwalaliśmy nawet na zbliżenie się do naszego pola karnego, a w tych przespanych 10 minutach zawodnicy SMS-u swobodnie rozgrywali swoje akcie w naszym polu karnym. Zawisza próbował się ocknąć czego efektem było przyspieszenie gry i w krótkim odstępie czasu strzały zza pola karnego Arka Telesiewicza i Bartka Bronki. Szczególnie strzał tego drugiego miał należytą siłę i minimalnie minął bramkę łodzian. Za chwilę dobrą interwencją na linii wykazał się Mikołaj Raźny bo bez niej wynik mógłby być jeszcze gorszy. Od tego momentu Zawisza przeniósł ciężar gry na połowę gospodarzy, ale w naszej grze było za mało dokładności, a za dużo niecelnych zagrań, za krótkich dośrodkowań czy też chaosu przed polem karnym. Ostatecznie udało się jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki. Po błędzie obrońcy SMS-u i złym wybiciu piłka spadła pod nogi niepilnowanego Arka Benduskiego, który z trudem ale zdołał umieścić piłkę w bramce. Ataki Zawiszy nie przyniosły już nic więcej dobrego i kolejna wyjazdowa porażka stała się faktem.

To feralne 10 minut drugiej połowy pokazało jak ważna jest pełna koncentracja w całym meczu. Młody zespół SMS-u pokazał jednocześnie, że grzechem byłoby z takiego wyłączenia się przeciwnika nie skorzystać. Trudne jest to do zaakceptowania także ze względu na mądrze rozegraną pierwszą połowę, która pokazała że wcale nie trzeba ganiać się po boisku, a rozsądna gra da wymierne korzyści. Ale niestety tak ta runda w wykonaniu Zawiszy wygląda - od zrywu do zrywu.

Naszą uwagę przykuła jeszcze jedna sytuacja. A mianowicie jeżeli trenerowi naszego zespołu zależy na szybkim wznowieniu gry bardziej niż zawodnikom to chyba nie tak to powinno wyglądać. W końcówce drugiej połowy, przy niekorzystnym dla nas wyniku futbolówka opuściła plac gry i wyleciała za okalającą boisko siatkę. Do rezerwowej piłki leżącej przy linii środkowej nie ruszył żaden z naszych zawodników, a właśnie trener Michał Osiński. Jesteśmy się w stanie założyć, że pewnie miałby on także większy zapał do gry niż część z nich.

UKS SMS Łódź - Zawisza Rzgów 2:3 (1:1)

Bramki: Michał Abramczyk, Arkadiusz Benduski.