Pomimo całkiem niezłego występu rezerwy nie przywożą z Łodzi żadnych punktów.

Po raz kolejny trener Jerzy Rutkowski nie mógł liczyć praktycznie na żadne wzmocnienia z pierwszego zespołu. W kadrze na ten mecz znalazł się jedynie Arek Benduski, który dodatkowo mógł grać tylko przez 45 minut. Skład opierał się więc głównie na graczach będących w kadrze rezerw. Początek spotkania był wyrównany, żadna z drużyn nie stworzyła dogodnej sytuacji. Obraz gry zmienił się od ok. 20 min, kiedy to Zawisza miał kilka bardzo dobrych okazji. Trzykrotnie potężne strzały w kierunku bramki gospodarzy oddawał Konrad Stępniewski, za każdym razem piłkę na rzut rożny wybijał jednak golkiper Sparty. W odpowiedzi bardzo groźnie zaatakowali łodzianie, jednak dobrą interwencją na raty popisał się Damian Król. Chwilę później znakomitą sytuację miał Łukasz Modranka. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykonywanego przez Stępniewskiego piłka spadła pod nogi naszego napastnika, jednak uderzył niecelnie. Zgodnie z porzekadłem o niewykorzystanych sytuacjach na prowadzenie wyszli rywale. W 36 min. do prostopadłego podania doszedł snajper Sparty, Jakub Kobalczyk, i precyzyjnym strzałem z ostrego kąta lewą nogą dał prowadzenie gospodarzom. W przerwie trener Rutkowski był zmuszony dokonać dwóch zmian. Wspomnianego Arka Benduskiego zmienił Mateusz Gałek, a z konieczności kontuzjowanego Bartka Janasiaka zastąpił wracający po urazie Bartek Tyl, dla którego był to debiut w oficjalnym meczu Zawiszy. Zamiast ruszyć do odrabiania strat, nasz zespół stracił drugiego gola. W stykowej sytuacji arbiter nie odgwizdał faulu na Adamie Wróblewskim, rywale wyszli z szybką kontrą i do siatki ponownie trafił Kobalczyk. Przez dalszą część spotkania stworzyliśmy sobie kilka dogodnych okazji do zdobycia kontaktowej bramki. W sytuacji sam na sam, po świetnym dograniu Stępniewskiego, w bramkarza trafił Tomek Włoskowicz. Niestety, delikatnie mówiąc po raz kolejny nie mogliśmy liczyć na przychylność trójki sędziowskiej. Będąc bardziej dosadnym, możemy z całą pewnością powiedzieć, że sędzina liniowa okradła nas z ewidentnej bramki. Po rzucie rożnym głową uderzył Adam Wróblewski. Piłka odbiła się od wewnętrznej części słupka i przekroczyła linię bramkową o metr. Sytuację jasno widzieli wszyscy zgromadzeni, poza boczną arbiter, która w tym momencie (przy rzucie rożnym) stała, nie wiedzieć czemu, w okolicach linii pola karnego. W kolejnych sytuacjach spornych główny sędzia zawsze gwizdał na korzyść łodzian, nie dyktując m.in. rzutu karnego po tym, jak bramkarz Sparty powalił w "szesnastce" Bartka Tyla przy próbie interwencji. W końcówce oba zespoły powinny dołożyć jeszcze po jednym trafieniu, jednak gospodarze po kontrze trafili w słupek, a w ostatnich sekundach wyborną okazję zmarnował Adam Wróblewski, uderzając obok bramki w sytuacji oko w oko z golkiperem przeciwników. Ostatecznie mecz kończy się zwycięstwem faworyzowanej Sparty, jednakże nie dowiemy się, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby nie okradziono nas z gola na 2:1.

 

Sparta Łódź - Zawisza II Rzgów 2:0 (1:0)

Bramki: Kobalczyk 36', 48'

Skład: Król - Matecki, Janasiak (Tyl 46'), Poros (k) ż, Kołaciński - Benduski (Mateusz Gałek 46'), Wróblewski ż, K. Stępniewski, Pacześ - Włoskowicz, Modranka

Rezerwowi: Michał Gałek - Agatka