Lider III ligi okazał się zbyt silny dla naszej młodej drużyny. Kończymy pucharową przygodę porażką 1:5.

W ekspresowym tempie odbyły się dwie kolejne rundy Pucharu. W poprzednią środę pokonaliśmy Borutę Zgierz, a już tydzień później zmierzyliśmy się z kolejnym rywalem. W tym roku Zawisza dwukrotnie wylosował przeciwnika z wyższej ligi rozgrywkowej. Najpierw był to czwartoligowiec, a teraz poprzeczka poszybowała jeszcze wyżej bo aż do III ligi. Jakby tego mało to trafiliśmy na obecnego lidera tych rozgrywek i o awans musiało być bardzo trudno.

Spotkanie poprzedziła potężna ulewa i kto wie czy mecz w ogóle by się odbył gdyby deszcz szybko nie przestał padać. Na szczęście tuż przy pierwszym gwizdku niebo się rozpogodziło i można było bez żadnych przeszkód rozegrać ten pojedynek.

Niektórzy nie zdążyli jeszcze dotrzeć na stadion, a Zawisza przegrywał już 0:1. Po grze aleksandrowian widać było, że bardzo szybko będą chcieli rozstrzygnąć losy tego spotkania, tak aby nie tracić zbyt wielu sił. I niestety ta sztuka udała się im bardzo szybko. Po 30 minutach gry Sokół prowadził już 3:0 i takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa meczu. Zawisza w tej odsłonie w jednej z nielicznych akcji był bardzo bliski trafienia do siatki. Dobrego dośrodkowania Arka Benduskiego nie wykorzystał jednak Dawid Rokuszewski, przerzucając piłkę nad poprzeczką bramki gości. Ozdobą tej połowy i także całego meczu była bramka zdobyta nożycami przez dobrze znanego w Rzgowie Dawida Sarafińskiego.

Obraz drugiej połowy nie różnił się znacząco od pierwszej. To Sokół ciągle prowadził grę zmuszając naszych zawodników do biegania za piłką. W ich grze było jednak więcej niedokładności i kolejne bramki nie padały już tak szybko jak w pierwszej odsłonie gry. Zawisza dzielnie stawiał czoło swoim przeciwnikom i ta determinacja została nagrodzona zdobyciem honorowego trafienia. Do prostopadłego podania wyszedł Adrian Krzemiński i pewnym strzałem pokonał stojącego w bramce Sokoła Bartosza Kanieckiego, czyli bramkarza mającego na swoim koncie występy na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej. Goście podrażnieni takim obrotem sprawy zdołali jeszcze trafić do naszej bramki i ostatecznie wygrali to spotkanie 5:1.

Taki wynik zakończył nasz udział w tegorocznej edycji rozgrywek pucharowych. Niby w piłce wszystko jest możliwe, ale sprawienie w takim meczu niespodzianki graniczyło niemal z cudem. Naprzeciwko siebie stanęli zawodnicy walczący o awans do II ligi z zawodnikami, którzy w większości do niedawna grali w rozgrywkach juniorskich. Kolejny raz trener Michał Osiński dał szansę gry zmiennikom, a na boisku zameldowało się także kilku wyróżniających się chłopaków z drużyny rezerw. W pierwszej jedenastce zagrało zatem 7 zawodników urodzonych w 2000 roczniku, a średnia wieku wyniosła 21 lat. Tą średnią zresztą mocno zawyżyło dwóch 32 latków w osobach Artura Kulika i Bartka Bronki. W drugiej połowie na boisku zameldowało się natomiast m. in. trzech 19 latków. Było to dla wszystkich, jednak szczególnie dla naszych młodzieżowców, doskonałe piłkarskie przetarcie. Zobaczyli też jak dużo czeka ich jeszcze pracy aby przynajmniej przybliżyć się poziomu swoich środowych rywali. Na pewno na pochwałę zasługują też niektóre fragmenty naszej gry. Nie było tylko i wyłącznie wybijania piłki na oślep, a często widzieliśmy próby rozegrania piłki i utrzymania się przy niej co przy takim rywalu do najprostszych nie należało. 

Zawisza Rzgów - Sokół Aleksandrów Łódzki 1:5 (0:3)

Bramka: Adrian Krzemiński