W 24 kolejce ligi okręgowej po bardzo słabym meczu bezbramkowo remisujemy z Włókniarzem Pabianice.

Coś niepokojąco zaczyna się dziać z pierwszym zespołem Zawiszy. Po beznadziejnym w ich wykonaniu meczu z Włókniarzem Konstantynów byliśmy świadkami kolejnego bardzo słabego spotkania. Aż trudno będzie w to uwierzyć, ale w drugiej odsłonie sobotniego pojedynku nie zanotowaliśmy ani jednego groźnego strzału na bramkę naszych przeciwników. A chcemy przypomnieć, że rywalizowały ze sobą drużyny zajmujące drugie i przedostatnie miejsca w ligowej tabeli.

O ile pierwsza połowa mogła jeszcze w małym stopniu dać nadzieję, że nasi zawodnicy będą chcieli zmazać plamę z poprzedniego tygodnia, tak druga była tego kompletnym zaprzeczeniem. Tym razem odejdziemy od utartego scenariusza i relacji z groźniejszych sytuacji w danej połowie bo całość musiałaby się zakończyć zaledwie w kilku zdaniach. W pierwszej połowie mieliśmy dwie i pół sytuacji po niezłych szansach Nikolasa Karczewskiego i wyśmienitej Damiana Marciocha. W drugiej tak jak napisaliśmy na wstępie w zasadzie nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Pomóc chciał nam nawet bramkarz gości, ale po jego błędzie piłka minimalnie przetoczyła się obok słupka i wyszła na rzut rożny. Co więcej tylko dzięki ofiarnej interwencji obrońców z bramkarzem udało nam się w końcówce tego spotkania nie przegrać tego meczu. 

Wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrozumieć, ale od drużyny która jeszcze do niedawna marzyła o awansie do ligi wyżej, wymagać trzeba zdecydowanie więcej. Jeden punkt w dwóch meczach z drużynami zajmującymi ostatnie miejsca w tabeli przynosi tylko i wyłącznie wstyd i to przede wszystkim najpierw samym zawodnikom. Co więcej nawet w takich meczach o przysłowiową pietruszkę zawodnicy nie potrafią zapanować nad emocjami łapiąc wykluczenia w momencie kiedy to przeciwnik oddychający już przysłowiowymi rękawami zaczął grać o jednego gracza mniej!

Zawisza Rzgów - Włókniarz Pabianice 0:0