Na koniec rozgrywek rundy jesiennej pierwszy zespół Zawiszy odnosi 11 zwycięstwo, a rezerwy notują 6 remis.

Ostatnie spotkanie pierwszego zespołu Zawiszy rozegrano już w prawie zimowych warunkach gdyż temperatura w sobotni dzień nieznacznie przekraczała 0 stopni. Na szczęście tego dnia na niebie nie pojawiła się żadna chmura i mecz ten odbywał się przy słonecznej aurze co sprawiło, że warunki do gry były całkiem dobre.

Zawisza w tym meczu stanął przed zadaniem potwierdzenia dobrej gry w całej rundzie i cel ten postawiony przed spotkaniem na pewno osiągnął. Przed tym pojedynkiem portale internetowe wskazywały nasz zespół jako murowanego faworyta choć przestrzegały też przed drużyną z Aleksandrowa, jako zespołem potrafiącym sprawić niespodziankę. Nic jednak takiego miejsca nie miało, a całe spotkanie toczyło się pod dyktando drużyny prowadzonej przez trenera Michała Osińskiego.

Pierwsze ostrzeżenie dla Sokoła nadeszło już około 4 minuty meczu kiedy pierwszy raz zdobyć gola strzałem głową spróbował kapitan zespołu Bartek Bronka. To uderzenie było jednak jeszcze niecelne. Koleją groźną sytuację stworzyli już sobie sami goście. Michał Madejski zacentrował w pole karne zbyt mocno, jednak jeden z obrońców próbując wybić piłkę niemal umieścił ją w swojej bramce. Dosłownie centymetry uratowały ich przed stratą gola. Kolejne dośrodkowanie przyniosło już prowadzenie naszemu zespołowi. Bardzo dobrą centrą z rzutu wolnego popisał się Przemek Różycki, a wykończył ją już celnie Bartek Bronka. Broniący bramki Sokoła doświadczony Bartek Kaniecki nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. W 18 minucie powinno być 2:0 gdyż w polu karnym przyjezdnych znalazł się niepilnowany Maciek Bartłomiejczyk, który chyba zamiast samemu wykończyć akcję poszukał podania do wbiegającego Artura Kulika, a niestety to podanie został przecięte przez wspomnianego przed chwilą Kanieckiego. Chwilę później główkował Różycki, jednak jego strzał nie miał odpowiedniej siły i także wylądował w rękawicach golkipera gości. W 30 minucie mieliśmy jeszcze jedną próbę Bronki i za chwilę indywidualną akcję Arka Benduskiego, ale obie te próby nie przyniosły zmiany wyniku. W końcówce tej odsłony meczu chyba jedyną poważniejszą okazję miał Sokół, ale Mikołaj Raźny dobrą interwencją nie dał się zaskoczyć. Do przerwy 1:0.

Druga połowa rozgrywana była już w dużo spokojniejszym tonie, a nasz zespół nie forsował tempa gry. Z drugiej strony goście także nie specjalnie zmuszali naszych zawodników do większego wysiłku, a ich pojedyncze akcje były szybko przerywane przez zawodników Zawiszy. Nie znaczyło to jednak, że nasz zespół poprzestał na jednym golu w tym spotkaniu gdyż już w 7 minucie drugiej połowy podwyższyliśmy wynik po bramce Adriana Krzemińskiego. Patrząc na nasze szanse w tej części gry to śmiało można powiedzieć, że należały one w głównej mierze właśnie do Krzemińskiego. Kolejno najpierw jego strzał lewą nogą obronił Kaniecki, następnie dobre wejście w pole karne w ostatniej chwili zażegnał czystym wślizgiem jeden z obrońców Sokoła. Goście bezradni byli już 77 minucie kiedy Krzemiński po podaniu Damiana Marciocha pewnym strzałem ustalił wynik tego meczu. W międzyczasie swoją szansę miał także Madejski, ale podszedł on zbyt głęboko pod dośrodkowanie i jego uderzenie głową poleciało ponad bramką przyjezdnych. 

Podsumowując naprawdę miło i przyjemnie oglądało się ostatnie mecze naszego zespołu. Biorąc pod uwagę problemy kadrowe (kontuzjowanych jest kliku zawodników, którzy w pełni sił na pewno powalczą o pierwszą jedenastkę) to trenerowi Osińskiemu kolejny raz udało się tak poukładać zespół, że w zasadzie nie ma niego silnych. Nie bierzemy w tej ocenie meczu z rezerwami ŁKS-u bo ciężko i chyba najmniejszego sensu nie ma porównywanie zawodowców z amatorami. Choć tak przekornie napiszę, że kto wie jaki przebieg miałby mecz w nieco późniejszym terminie...

BRAWO ZAWISZA!!!

Zawisza Rzgów - Sokół II Aleksandrów 3:0 (1:0)

Bramki: Bartosz Bronka, Adrian Krzemiński x2


Rezerwy niestety kolejny raz nie potrafiły rozstrzygnąć na własną korzyść spotkania rozgrywanego na własnym boisku. Samymi remisami trudno jest dogonić bezpośrednio wyprzedzające nas zespoły choć też uczciwie trzeba przyznać, że sobotni remis był dla nas szczęśliwy. Niemniej jednak cieszy też fakt, że jak nie da się wygrać to trzeba chociaż zremisować i zdobyć przynajmniej jeden punkt. Trzeba też zauważyć, że było to czwarte z rzędu spotkanie, w którym rezerwy pozostają niepokonane. Miejmy nadzieję, że będzie to dobry prognostyk przed rundą wiosenną.

Zawisza II Rzgów - Włókniarz II Pabianice 1:1 (0:1)

Bramka: Jakub Matecki